English

Dlaczego handlowcy tracą pracę?

Kiedy Salesforce ogłosił, że zwalnia kilka tysięcy ludzi po wdrożeniu agentów AI, wiele zespołów sprzedaży zadało sobie pytanie: czy ta fala dojdzie też do nas? Czy to znak, że handlowcy są na wymarciu?
Nie.

AI przyspiesza zmiany, ale prawda jest dużo bardziej przyziemna: handlowcy najczęściej tracą pracę nie przez maszyny, tylko przez własne błędy.

1. Brak realizacji celów

Najczęściej wskazywanym powodem rozstania z handlowcami jest brak realizacji celów sprzedażowych. To punkt, od którego wszystko się zaczyna. Jeśli przez kolejne miesiące czy kwartały wyniki nie są dowożone, menedżerowie muszą zareagować.

I tu ważne jest podkreślenie: rola menedżera nie polega tylko na wyciąganiu konsekwencji, ale przede wszystkim na wskazywaniu, gdzie leży problem i jak go naprawić. Zwolnienie pracownika jest zawsze ostatecznością, bo oznacza koszt – finansowy i organizacyjny. Rekrutacja, wdrożenie, czas zespołu poświęcony na onboardingu – to wszystko inwestycje, które w przypadku zwolnienia idą na marne.

Jeśli menedżer wie, co robi, powinien zejść poziom niżej: zdiagnozować prawdziwą przyczynę, a nie zatrzymać się na haśle „nie dowiózł targetu”.

W wielu firmach wygląda to tak: co kilka miesięcy wymienia się ludzi, bo „nie generują wyniku”. Zastępuje się ich kolejnymi osobami – i cykl się powtarza. Dlaczego? Bo nikt nie poukładał sprzedaży: nie ma procesu, nie ma porządku w działaniach, brakuje strategii. Najprościej powiedzieć: „nie realizujesz celów”, trudniej pokazać konkretnie, gdzie pęka proces i co należy poprawić.

Menedżer ma obowiązek reagować wcześniej: rozmawiać, stawiać jasne oczekiwania, omawiać plan naprawczy, dać wskazówki. Nie może być tak, że któregoś dnia pada komunikat: „nie zrealizowałeś celów, więc cię zwalniam”. Najpierw powinny być rozmowy, plan, kolejne kroki – a dopiero na końcu rozstanie.

Zdarza się oczywiście, że feedback jest dawany, a mimo to handlowiec go nie przyjmuje, nie zmienia zachowania i „nie przejmuje się”. Wtedy – prędzej czy później – współpraca rzeczywiście musi się zakończyć. Ale sam niedowieziony cel bez wcześniejszej pracy menedżerskiej to za mało, żeby uznać sprawę za „załatwioną”.

2) Brak umiejętności pozyskiwania nowych klientów (hunting)

Coraz częściej widzimy nastawienie: „od tego jest marketing”. W głowach części handlowców sprzedaż sprowadza się do tego, że ktoś „przynosi gotowe leady”, a oni siadają, piją kawę, rozmawiają z klientem – i „reszta dzieje się sama”. Gdyby tak było, wystarczyłoby odbierać telefony i wysyłać oferty. Tę pracę łatwo byłoby zautomatyzować i wszyscy żylibyśmy w idealnym świecie.

Tak nie jest. Szczególnie w sprzedaży złożonej handlowiec nie może czekać. Hunting to wyjście do rynku, inicjowanie kontaktu, systematyczna praca nad nowymi tematami. Postawa „siadam i czekam, aż firma dostarczy mi wartościowe leady” nie działa. Bez tej umiejętności lejek się kurczy, a wraz z nim – szanse na wynik.

3) Brak umiejętności domykania sprzedaży

Druga skrajność: tematy trafiają do pipeline’u… i znikają z radaru. Brakuje „executive” – bieżącej, konsekwentnej pracy na kliencie. W procesach, które trwają miesiącami, handlowiec musi mieć gameplay: plan działań, rytm kontaktu, kontrolę kolejnych kroków aż do decyzji.

Firma może to wspierać – marketing automation, treści podsycające zainteresowanie, content huby, które „dokarmiają” prospekta w czasie. Ale obowiązek zbudowania i poprowadzenia projektu spoczywa na handlowcu. To on ma pracować tak, żeby pewnego dnia zamknąć sprzedaż – możliwie jak najszybciej i najlepiej.

Bez tej umiejętności dzieje się to, co wszyscy znamy: temat spada na dno pipeline’u i obumiera. A klucz wcale nie leży w samym generowaniu szans, tylko w tym, by umieć je doprowadzić do końca. Jeśli ktoś tego nie potrafi – po prostu nie sprzedaje.

4) Brak umiejętności farmingu (opieki nad klientem)

Po drugiej stronie „polowania” jest farming — dbanie o klienta, z którym już pracujemy i rozwijanie współpracy. Chodzi o to, by po pozyskaniu kontraktu realnie pracować na koncie: utrzymywać kontakt, rozumieć potrzeby, szukać miejsc, w których możemy pomóc dalej, i krok po kroku rozwijać zakres. To nie jest „miły dodatek”. W wielu modelach sprzedaży to warunek utrzymania przychodów.

Farming wymaga innego nastawienia niż hunting. Tu liczy się regularność, cierpliwość i gotowość do pracy „w tle” — nie tylko wtedy, gdy klient sam prosi. Ważna jest też umiejętność poruszania się po organizacji klienta: dotarcie do osób decyzyjnych, ale i tych, którzy na co dzień będą korzystać z rozwiązania, rozumienie, jakie działy i jakie procesy są w to zaangażowane. To wszystko sprawia, że z jednorazowego zakupu robi się współpraca na dłużej.

Brak farmingu kończy się tak samo: temat zostaje „zrobiony”, po czym milknie komunikacja, nie ma kolejnych pomysłów, nie ma inicjatywy, a po jakimś czasie klient po prostu znika albo ogranicza zamówienia. W efekcie firma traci nie tylko potencjał rozwoju konta, lecz także często to, co już wypracowała.

5) Brak wiedzy produktowej

Kolejny punkt to wiedza produktowa. Brzmi prosto, ale w praktyce to jeden z najczęstszych powodów, dla których współpraca się nie udaje. Jeżeli handlowiec nie zna produktu, nie rozumie, do czego jest, jakie ma ograniczenia, jak odpowiada na konkretne potrzeby — nie ma szansy prowadzić rozmowy tak, by klient czuł się bezpiecznie i kompetentnie zaopiekowany.

Wiedza produktowa nie jest „na pamięć”. To jest umiejętność przełożenia funkcji i parametrów na realną wartość dla drugiej strony. Jeśli ktoś ma z tym problem, to na spotkaniach zaczyna brakować konkretu: odpowiedzi są ogólne, obietnice — nieprecyzyjne, a rozmowa schodzi na rzeczy poboczne. Bywa i tak, że produkt „nie leży” danej osobie — i wtedy widać to od razu: nie ma swobody w odpowiedziach, nie ma sensownego łączenia wątków, trudno o zaufanie.

Tu nie chodzi o to, by każdy handlowiec był inżynierem. Chodzi o to, by w rozmowie nie zderzać się co chwila z „muszę to sprawdzić”. Bez wiedzy produktowej nie zbudujemy wiarygodności, a bez wiarygodności nie ma mowy o domykaniu tematów, zwłaszcza w sprzedaży złożonej.

6) Zaniedbywana opieka projektowa (paperwork, delivery)

W wielu branżach sprzedaż to sprzedaż projektowa — procesy trwają miesiącami, a po podpisaniu umowy pojawia się masa „paperworku” i moment przekazania odpowiedzialności do delivery (wdrożenia, realizacji). I tu właśnie zaczynają się kłopoty, jeśli opieka projektowa jest zaniedbana.

Chodzi o bardzo konkretne rzeczy: poprawne przekazanie dokumentacji i ustaleń do zespołu realizacyjnego, pilnowanie terminów, dbałość o NDA i bezpieczeństwo informacji, dopilnowanie, by wszystko, co ustalone w sprzedaży, miało odzwierciedlenie w działaniach delivery. Jeden źle poprowadzony projekt może kosztować firmę setki tysięcy złotych, a nawet miliony: poślizgi, błędy w dokumentach, naruszenia — to są realne ryzyka.

Dlatego sprzedaż musi kłaść na ten etap bardzo duży nacisk. Nie chodzi o to, by handlowiec „robił” wdrożenie, lecz by nie znikał po podpisie: był łącznikiem, dopilnował przekazania, uczestniczył w kluczowych ustaleniach i trzymał rękę na pulsie. W projektach papierów jest naprawdę dużo — i jeśli zespół sprzedaży traktuje je po macoszemu, koszt przychodzi prędzej czy później.

7) Nieprzestrzeganie procesów

Kolejna przyczyna świadome nieprzestrzeganie procesów, często pod hasłem „ja mam swój sposób”. Zdarza się, że ktoś z wieloletnim doświadczeniem przychodzi do firmy i mówi wprost: „Nie będę pracował w CRM-ie, zawsze prowadziłem rzeczy po swojemu”. Albo „nie będę robił tych raportów”, „nie będę współpracował z marketingiem”. To wszystko psuje system.

W nowoczesnych organizacjach CRM to jedno źródło prawdy. Jeśli część zespołu nie raportuje, nie uzupełnia pól, nie trzyma ustalonych etapów — to wysadza w powietrze możliwość sensownego planowania, prognozowania i rozliczania pracy. Proces jest po to, żeby wszyscy grali do jednej bramki: sprzedaż, marketing, presales, delivery. Jeżeli ktoś się z tego wyłamuje, nie działa tylko przeciw „systemowi”, ale przeciw ludziom obok.

Obstrukcja nie dotyczy wyłącznie CRM-u. To także publiczne podważanie działań innych działów, ignorowanie ustalonych ścieżek, omijanie kroków pod pretekstem „oszczędzania czasu”. Efekt zawsze jest ten sam: spada jakość pracy całego zespołu, a napięcia rosną. I to naprawdę bywa powodem rozstania.

8) Nieetyczne zachowania

Ten punkt jest oczywisty: nieetyczne zachowania. To szeroki zakres — od rzeczy, które łamią prawo, po takie, które łamą zasady lojalności wobec pracodawcy. „Dorabianie na boku”, współpraca z konkurencją, działania na szkodę firmy — to są sytuacje, w których nie ma miejsca na półśrodki.

Tego typu przypadki nadal się zdarzają. I kończą się tak samo: natychmiastowym zwolnieniem, często dyscyplinarnym. W sprzedaży zaufanie buduje się długo, a traci bardzo szybko. Jeśli zawiedzie się w tak podstawowej kwestii, jak etyka, nie ma już o czym rozmawiać.

Brak skuteczności – czyli wspólny mianownik powyższych!

Na koniec — brak skuteczności. To nie jest „worek na wszystko”, tylko wspólny mianownik wcześniejszych punktów. Mówimy o skuteczności w huntingu (czyli realnym wychodzeniu do rynku), w farmingu (utrzymanie i rozwój), w wiedzy produktowej (umiejętność sensownego odpowiadania na potrzeby), w domykaniu tematów i w prowadzeniu projektów po sprzedaży. W każdym z tych obszarów skuteczność jest kluczowa.

Zwykle nie jest tak, że „nie ma skuteczności i tyle”. Te punkty idą razem: ktoś nie prospectuje, więc nie ma z czego domykać; nie zna produktu, więc nie buduje zaufania; znika po podpisie, więc sypie się dostarczenie; omija procesy, więc reszta zespołu nie ma jak pracować. I tak to się nakręca.

Z perspektywy firmy rolą pracodawcy jest reagować wcześnie: pokazywać, gdzie są braki, porównywać do zespołu (benchmarki), pracować na jednym systemie danych (CRM), a nie na opowieściach. Zwolnienie zawsze kosztuje: rekrutacja, wdrożenie, czas zespołu. Dlatego sens ma jasny feedback i praca naprawcza — a dopiero, jeśli to nie działa, rozstanie.

Jak widzicie, powodów, dla których handlowcy w 2025 roku tracą pracę, jest wiele. Rzadko jest to jedna przyczyna – zwykle to mozaika kilku czynników, które nakładają się na siebie.

Zamiast koncentrować się na makrotrendach, które są poza naszą kontrolą, warto spojrzeć na codzienną pracę, procesy i postawy. Bo to one decydują o tym, czy pozostaniecie w grze, czy dołączycie do tych, którzy swoją pracę tracą.

Maciej Durczak CEO Sales Insiders

Od ponad 15 lat związany ze sprzedażą i technologią. CEO w Sales Insiders i MWT Solutions. Pasjonat procesów sprzedażowych, które zna od podszewki – od strategii, przez narzędzia, po wdrożenie. Skupiony na realnych efektach, automatyzacji i skutecznym zarządzaniu zespołami. Jeśli przedsiębiorstwo ma działać lepiej – Maciej wie, jak to zrobić.

Maciej Durczak, CEO Sales Insiders