Najczęściej wskazywanym powodem rozstania z handlowcami jest brak realizacji celów sprzedażowych. To punkt, od którego wszystko się zaczyna. Jeśli przez kolejne miesiące czy kwartały wyniki nie są dowożone, menedżerowie muszą zareagować.
I tu ważne jest podkreślenie: rola menedżera nie polega tylko na wyciąganiu konsekwencji, ale przede wszystkim na wskazywaniu, gdzie leży problem i jak go naprawić. Zwolnienie pracownika jest zawsze ostatecznością, bo oznacza koszt – finansowy i organizacyjny. Rekrutacja, wdrożenie, czas zespołu poświęcony na onboardingu – to wszystko inwestycje, które w przypadku zwolnienia idą na marne.
Jeśli menedżer wie, co robi, powinien zejść poziom niżej: zdiagnozować prawdziwą przyczynę, a nie zatrzymać się na haśle „nie dowiózł targetu”.
W wielu firmach wygląda to tak: co kilka miesięcy wymienia się ludzi, bo „nie generują wyniku”. Zastępuje się ich kolejnymi osobami – i cykl się powtarza. Dlaczego? Bo nikt nie poukładał sprzedaży: nie ma procesu, nie ma porządku w działaniach, brakuje strategii. Najprościej powiedzieć: „nie realizujesz celów”, trudniej pokazać konkretnie, gdzie pęka proces i co należy poprawić.
Menedżer ma obowiązek reagować wcześniej: rozmawiać, stawiać jasne oczekiwania, omawiać plan naprawczy, dać wskazówki. Nie może być tak, że któregoś dnia pada komunikat: „nie zrealizowałeś celów, więc cię zwalniam”. Najpierw powinny być rozmowy, plan, kolejne kroki – a dopiero na końcu rozstanie.
Zdarza się oczywiście, że feedback jest dawany, a mimo to handlowiec go nie przyjmuje, nie zmienia zachowania i „nie przejmuje się”. Wtedy – prędzej czy później – współpraca rzeczywiście musi się zakończyć. Ale sam niedowieziony cel bez wcześniejszej pracy menedżerskiej to za mało, żeby uznać sprawę za „załatwioną”.