Webinary w 2026 nadal działają. Problemem zwykle nie jest format, tylko dane po wydarzeniu
Webinary mogłyby wyglądać jak rynek „po przejściach”: wszyscy już coś robili, wszyscy już coś widzieli, a kalendarze odbiorców są pełne. A jednak to wciąż jeden z najskuteczniejszych sposobów na pozyskiwanie klientów, bo webinar nie konkuruje tylko z innymi webinarami. Konkuruje z nawykiem scrollowania i z wiecznym „wrócę później”. W tym wypadku ktoś realnie poświęca czas, żeby posłuchać, nauczyć się czegoś, zadać pytanie. To jest zupełnie inna jakość relacji niż kliknięcie w reklamę czy szybkie wejście na landing page.
W praktyce wiele firm nie ma problemu z tym, żeby webinar zrobić. Mają problem z tym, co się dzieje później. Kontakty lądują w narzędziu, które jest dedykowane do webinarów lub w pliku „do pobrania”, ktoś je eksportuje, ktoś importuje, ktoś dorzuca do mailingu. Niby wszystko da się ogarnąć, ale po drodze ginie kontekst: skąd przyszedł uczestnik, co go zainteresowało, czy zadał pytanie, czy był do końca, czy potrzebuje kolejnego kroku. A gdy robisz webinar cyklicznie, ten chaos rośnie.
Ten wpis jest o technicznej stronie webinaru i o tym, dlaczego spójny ekosystem robi tu różnicę. Na przykładzie Zoho Webinar pokażemy podejście, w którym webinar od początku projektujesz jako element procesu marketingowo-sprzedażowego, a nie jednorazowe wydarzenie z listą uczestników do obróbki.